Z życia wzięte

Ścieżka dydaktyczna „Doliną Cisowej”.

Jadąc z Przemyśla w stronę Sanoka drogą krajową nr 28 (tak zwaną trasą karpacką), po lewej stronie drogi, między Olszanami a Korzeńcem znajduje się ścieżka dydaktyczna „Doliną Cisowej”.

Ścieżka rozpoczyna się i jednocześnie kończy przy punkcie widokowym na Górze Mordownia (471 m n.p.m.). I tu informacja dla zmotoryzowanych – można tam spokojnie zostawić swój pojazd na utwardzonym parkingu, by rozpocząć wędrówkę.

Nazwa Góry Mordownia nie jest przypadkowa. Jej pochodzenie sięga jeszcze czasów międzywojennych. Podobno w tamtym okresie, wzdłuż drogi łączącej Przemyśl z Sanokiem, należącej wówczas do sieci drogowej Generalnego Gubernatorstwa jako droga „24. Route”, grasowali znani na całą okolicę cisowscy złodzieje. Rozbójnicy napadali i grabili podróżujących tamtejszą drogą wędrowców. Któregoś sierpniowego dnia, gdy w oddalonej o kilka godzin marszu od Cisowej Kalwarii Pacławskiej rozpoczął się Wielki Odpust Kalwaryjski, złodziejaszki obrali sobie za cel chłopów zmierzających do Kalwarii. Aby się z nimi rozprawić, wpadli na pewien podstępny pomysł.

Na zboczu wysokiej góry, tuż przy drodze, przez którą przechodzili wszyscy okoliczni pątnicy wędrujący na odpust, powiesili ikonę Matki Bożej. Wcześniej ukradli ją z pobliskiej cerkwi. Gdy wykonali swój nikczemny plan, pozostało im tylko czekać w ukryciu na pierwsze ofiary.

A czekać nie trzeba było zbyt długo. Już po kilkunastu minutach pierwsza grupa pątników pojawiła się na drodze. Wówczas podbiegło do nich dwóch złodziejaszków udających pielgrzymów. Zaczęli wskazywać na cudowną ikonę i opowiadać o cudzie, który miał miejsce na zboczach góry. Wierni nie mogli przejść obojętnie obok takiego miejsca. Uklękli przed świętą ikoną i zaczęli się modlić. W taki oto sposób podstępni złodzieje z Cisowej odwrócili uwagę pątników, aby zajść ich od tyłu, ograbić, wymordować i porwać wozy, którymi jechali. Taki sam los spotkał również innych pielgrzymów wędrujących tego dnia drogą, na której cisowscy złodzieje zastawili pułapkę.

Od tego czasu, na wieść o tragicznych mordach, które dokonane zostały na zboczach góry wznoszącej się nad Doliną Cisowej, miejscowi zaczęli ją nazywać Górą Mordownia. Tak zostało do dziś…

A jaka kara spotkała cisowskich złodziejaszków za morderstwa, które dokonali na pątnikach, posługując się w tym celu sakralnym obrazem? O tym przeczytacie już niebawem na łamach serwisu LegendyRegionalne.pl. 

Wracając do ścieżki „Doliną Cisowej”. Ścieżka usytuowana jest w sercu Pogórza Przemyskiego, na terenie Arboretum Cisowa (a mało kto wie, że jest to oddział Arboretum w Bolestraszycach).

Jak wyczytałam na oficjalnej stronie Arboretum, Oddział Cisowa obejmuje obszar około 280 ha, na który składają się: śródleśna polana otoczona lasami bukowo-jodłowymi oraz teren popegeerowski wraz z zabudowaniami. Obszar arboretum jest mocno zróżnicowany pod względem wysokości – co jest charakterystyczne dla tych terenów (różnice wysokości wahają się między 309 – 420 m n.p.m.).

Niech nie zwiedzie Was fakt, iż wędrując od punktu widokowego na Górze Mordownia, ścieżka rozpoczyna się od Przystanku nr 6, zaś kończy w Dolinie Cisowej przy Przystanku nr 5. Środkową część trasy stanowią więc kolejno przystanki nr 1, nr 2, nr 3 i nr 4. Jest to co najmniej dziwne i może już od początku wprowadzać w błąd (my na przykład już od początku wędrówki uparcie rozglądaliśmy się za Przystankiem nr 1, tkwiąc w przekonaniu, że gdzieś go pominęliśmy. Tymczasem przystanek zwany numerem 1, okazał się naszym drugim przystankiem, do którego zaprowadziła nas ścieżka). Aby lepiej zrozumieć rozmieszczenie kolejnych tablic na ścieżce, naniosłam kilka informacji na mapkę sytuacyjną ścieżki „Dolina Cisowej”, którą znaleźć można w interesującym przewodniku utworzonym na rzecz projektu Zielone Podkarpacie:  „Arboretum Cisowa na Pogórzu Przemyskim. Ścieżka dydaktyczna „Doliną Cisowej”.

Już od początku wędrówki ścieżka prowadzi w dół, po śródleśnej polanie. Kiedy byliśmy tam w maju, ścieżka wyróżniała się w terenie, ponieważ wśród wysokich łąk wykoszony był dosyć szeroki pas trawy. I z tego co zaobserwowałam, ścieżka wykaszana jest tam regularnie. Mimo to, już po pierwszych krokach postawionych na podkoszonej trawie, zaczęły włazić na nas dziesiątki kleszczy. Środek na kleszcze okazał się być zbawienny, bo nie wiem jak skończyłaby się ta wędrówka po powrocie do domu. Krople przeciw kleszczom, którymi co miesiąc zakrapiamy nasze psiaki, jak zwykle bardzo dobrze się spisały. Co prawda, po Papaju wędrowało nawet kilka zamroczonych kleszczy, ale żaden mu się nie wbił.

Po pokonaniu kilkunastu metrów ścieżki, w tle wyłania się pierwszy przystanek informacyjny. U dołu widać Dolinę Cisowej.

Na horyzoncie góruje Kopystanka…

Roślinność, która pokrywa tamtejsze łąki, jest tak niespotykana i urozmaicona, że naprawdę czuć, iż spaceruje się po  terenie arboretum. Mimo, że ten cisowski oddział ni jak się ma do uporządkowanego i zagospodarowanego terenu Arboretum w Bolestraszycach.

Tą wyjątkową różnorodność i  bogactwo roślinne tamtejsze łąki  zawdzięczają przede wszystkim dobremu użyźnieniu. Przed laty bowiem, na terenie Arboretum Cisowa funkcjonowało Państwowe Gospodarstwo Rolne, w którym hodowano owce. Pasano je na łąkach, którymi dziś wiedzie ścieżka dydaktyczna. Owcze odchody, odkładające się przez lata na łące, zapewniły użyźnienie cisowskich gleb.

Po kilku minutach marszu docieramy do pierwszego przystanku – choć na tablicy informacyjnej oznaczony jest on jako Przystanek nr 6. Warto poświęcić chwilę i przeczytać wszystkie cenne informacje zawarte na tablicy. Z odrobiną cierpliwości i dobrą lornetką, opisane na tablicy ptaki można dostrzec podczas dalszej wędrówki wśród mijanych zarośli. A już z pewnością można je usłyszeć, zwłaszcza po deszczu.

„No to idziemy czy nie? :)”

Chwilami ścieżka jest dosyć pochyła. Niekiedy robi się stromo. Warto o tym pamiętać, bo przecież trzeba będzie jakoś wrócić z powrotem na górę.

Przez kolejny kilometr droga wiedzie cały czas w dół, zboczem wzniesienia Mordownia, aż do Doliny Cisowej – potoku wpadającego do Olszanki, będącej z kolei prawobrzeżnym dopływem Sanu.

Po lewej mijamy mnóstwo ciekawych krzewów…

 

Jeszcze tylko jeden zakręt…

… i w końcu docieramy do Przystanku nr 1. Droga między Przystankiem nr 6 a Przystankiem nr 1 jest najdłuższym odcinkiem na trasie. Pokonywaliśmy go jakieś 45 minut (oczywiście zatrzymując się co jakiś czas na robienie zdjęć i ściąganie kleszczy ze spodni). 

Od przystanku nr 1 ścieżka odbija w lewo. Od teraz, aż do przystanku nr 5 trasa prowadzi wzdłuż potoku Cisowa.

Na tym odcinku ścieżki podziwiać można liczne pomniki przyrody – dęby bezszypułkowe.

 

Przy przystanku nr 2 można zejść do potoku. Papaj i Trampek od razu wyczuli wodę i pobiegli ugasić pragnienia.

Potok Cisowa w otoczeniu dziewiczej natury…

Po prawej stronie tablicy informacyjnej widać zejście do potoku.

Od Przystanku nr 2 nieco trudno jest trafić do kolejnego przystanku. Nam chwilę zajęło rozglądanie się za Przystankiem nr 3, bo niepotrzebnie odbiliśmy w górę, kierując się wykoszonym pasem łąki. Trzeba pamiętać, żeby cały czas trzymać się drogi biegnącej równolegle z potokiem Cisowa.

Po prawej stronie można cały czas podziwiać zachwycające pomniki przyrody.

Całe rzędy pomników przyrody…

Po kilku minutach marszu docieramy do Przystanku nr 3. To kolejna tablica pełna interesujących opisów owadów i gadów, które można spotkać na terenie Arboretum Cisowa. Między innymi jest tam mowa o żmii zygzakowatej. No właśnie… Pamiętajmy, aby lepiej nie schodzić z ścieżki, bo można na taką żmiję nadepnąć. Poza tym, znajdujemy się na terenie ochrony różnorodności biologicznej i krajobrazu, gdzie przebywanie poza wytyczonymi ścieżkami przyrodniczymi jest surowo zabronione.

Nieopodal przystanku nr 3 znajduje się dosyć duża zadaszona wiata ogniskowa.

Są tam ławki i miejsce na ognisko wraz z przygotowanymi patykami na kiełbaski. Ktoś tam nawet przyniósł – podejrzewam, że z wioski, a może z wnętrza budynków PGR-u, stary drewniany stół.

„A gdzie są kiełbaski?! :(„

Pamiętajcie, że tutaj ścieżka „Doliną Cisowej” odbija na chwilę w drogę za wiatą. Ukryty jest tam Przystanek nr 4 wraz z wodospadem na potoku Cisowa o wysokości prawie 2 m! Jest to jeden z nielicznych naturalnych wodospadów, jakie można znaleźć na terenie Pogórza Przemyskiego. Drugim znanym wodospadem jest wodospad w Rybotyczach (który znajduje się w miejscu nazywanym przez miejscowych Skałą Machunika, zaś przez jednego z geologów badającego Pogórze Przemyskie zwanym Kanionem w Rybotyczach). 

Swoją drogą, ciekawe jaką głębokość osiąga w tym miejscu potok Cisowa…?

Aby dotrzeć do ostatniego przystanku, trzeba z powrotem przejść obok wiaty ogniskowej i wrócić się na drogę. A następnie przejść przez bramę i trzymać się drogi ciągnącej się wzdłuż starych zabudowań PGR-u.

Przydrożna kapliczka świadczy o tym, że kiedyś Dolina Cisowej tętniła życiem. A dziś na drodze nie spotkasz żywego ducha…

Ostatni przystanek znajduje się już za bramą dawnego PGR-u.

A przy przystanku nr 5 znowu można łagodnie zejść do potoku.

Teraz, żeby dostać się do teoretycznie ostatniego przystanku – Przystanku nr 6, który zwiedziliśmy na początku wędrówki (bo przecież Przystanek nr 6 znajduje się na zboczu Góry Mordownia nieopodal parkingu i miejsca widokowego), trzeba albo wrócić się z powrotem tą samą ścieżką, którą przyszliśmy (a nie zapominajmy o tym, że przecież cały czas schodziliśmy w dół po dość trudnym terenie i teraz trzeba będzie wspinać się i wspinać). Albo możemy wybrać dłuższą drogę, ale za to z łagodniejszymi podejściami i do tego asfaltem (dwie możliwości powrotu zaznaczyłam na mapce sytuacyjnej umieszczonej na początku tego wpisu). My wybraliśmy tą drugą dłuższą opcję, bo nigdy nie lubimy wracać tą samą drogą, którą przyszliśmy. Po około 4 km marszu w końcu dotarliśmy do samochodu zaparkowanego przy drodze głównej, a zaczynało się już ściemniać.

Podsumowując.

Ścieżka dydaktyczna „Doliną Cisowej” jest umiarkowanie trudna ze względu na mocno zróżnicowany teren. Dla niedzielnych spacerowiczów może okazać się miejscami bardzo trudna. Długość ścieżki łącznie z powrotem wynosi około 8 km. Czas przejścia (wraz z przystankami na poczytanie tablic informacyjnych i na porobienie zdjęć) wynosi dwie i pół godziny. 

Teren jest przepiękny, a widoki niezapomniane. Z pewnością często będziemy tam wracać. Gorąco polecam!

Zapisz

Zapisz

Udostępnij na:
  1. Janusz 17 czerwca 2017 o 12:19

    O Cisowej opowiadał mi mój ojciec i często podróżując z Przemyśla w Bieszczady przejeżdżałem obok tej miejscowości, ale nigdy w niej nie byłem. Któregoś razu próbowałem od strony drogi Bircza-Nowe Sady dostać się tam, ale nie udało mi się niestety. Co dziwne, Cisowa graniczy z wioską Kopysno i Brylińce, a w nich mieszkali moi dziadkowie. W końcu wypada mi udać się do Cisowej :). Pozdrawiam i gratuluję pomysłu na stronę. Już sama nazwa jest bardzo intrygująca i jest mi trochę bliska, bo piórem dziś …. jedynie się podpisuję a klawiatura jest mi bliższa, zwłaszcza membranowa, nożycowa 🙂

    Odpowiedz
  2. Grey 8 sierpnia 2017 o 02:19

    Ścieżką szedłem kawałek..potem przejechałem na dół przez Cisową..i łąkami po drugiej stronie na Kopystańkę z buta 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *