Legendy

Święta Góra Zjawlinnia, czyli cerkiewka i kapliczka z cudownym źródełkiem ukryte w lesie pod Fredropolem…

Niespełna 3 km na południowy-zachód od Fredropola, między Aksmanicami a Koniuszą znajduje się najwyższe w tej okolicy wzniesienie zwane Łysą Górą. Jak to zwykle na Pogórzu Przemyskim bywa, nie jest to zwykła góra, lecz miejsce owiane tajemnicą i legendą, zaś jej zbocza kryją prawdziwe skarby…

To niezwykłe wzniesienie już kilka wieków temu nazywane było „Zjawlinnią”. Wiąże się to z pewnym wydarzeniem, jakie miało miejsce na zboczach Łysej Góry. Jak głosi legenda, kilkuletniej mieszkance Kormanic objawiła się tam Matka Boża, pozostawiając odcisk swych świętych stóp w okrągłym kamieniu niewiadomego pochodzenia, spod którego biło źródełko z cudowną wodą. Na cześć objawienia Najświętszej Panienki, Łysą Górę zaczęto nazywać Świętą Górą Zjawlinnią, a nad cudownym źródełkiem wybudowano kapliczkę, a później także niewielką cerkiewkę. I tak Zjawlinnia stała się miejscem Kultu Maryjnego dla tysięcy grekokatolików.

Lecz co mała dziewczynka robiła sama w środku lasu? Czego szukała na zboczach Łysej Góry? I dlaczego to właśnie ona była świadkiem cudownego objawienia?

O tym wszystkim będziecie mogli przeczytać w książce pełnej legend Pogórza Przemyskiego, która już niebawem ujrzy światło dzienne. Tymczasem zapraszam Was na nie do końca Łysą Górę…

Droga, która prowadzi na Zjawlinnię, gdzie teoretycznie znajduje się początek trasy (obok Urzędu Pocztowego Fredropol), mierzy jakieś 3,5 km. Pod urzędem można swobodnie zostawić samochód i przejść całą trasę pieszo…

… ale my, chcąc uniknąć maszerowania z psami przez wieś, podjechaliśmy samochodem nieco wyżej. Kierując się cały czas w górę, zgodnie z powyższym kierunkowskazem, dotarliśmy do polnej drogi. Brak oznaczeń ścieżki w polach zapewne nie jedną osobę wprowadził w błąd. Nas także. Dlatego pamiętajcie, aby na najbliższym skrzyżowaniu polnych dróg, spośród trzech dostępnych dróżek wybrać tą, która jest najbardziej stroma i prowadzi w górę, w stronę lasu.

Samochód zostawiliśmy właśnie aż za tymi polami, przy samym wejściu do lasu. Na Zjawlinni byliśmy dwa razy: wiosną i jesienią. Jesienią trzeba było mocno uważać, żeby nie ugrząźć samochodem ani nogami w błocie.

Za to na wiosnę uważaliśmy, żeby nie zdeptać pięknych kwiecistych dywanów…

Ostatecznie, zostawiając samochód przed lasem, na samą Zjawlinnię mieliśmy mniej niż kilometr drogi… Śródleśną ścieżką prowadziła nas specjalnie tam wytyczona droga krzyżowa.

Po kilku minutach marszu minęliśmy urokliwą kapliczkę. Za nią znajdują się pozostałości dawnego cmentarzyska. Bezimienne, zniszczone nagrobki…

Od kapliczki ścieżka wiodła już cały czas w górę, ale dosyć łagodnie.

Dziewiczy las, trwająca dookoła cisza i mijane po drodze krzyże wprowadzały klimat tajemniczości, a niekiedy nawet nieuzasadnionego strachu…

Z każdym kolejnym krokiem wydawało się, jakby krzyże wyrastały z ziemi niczym drzewa…

A tak swoją drogą, gdybyśmy na Zjawlinnię szli w pełni lata, z pewnością trudno byłoby wypatrzeć drogę i krzyże wśród gęstych zarośli i liści drzew, co mogłoby się skończyć błądzeniem po lesie. Dlatego lepiej Zjawlinnię odwiedzić na wiosnę, czy późną jesienią. Kiedy las jest przejrzysty.

Tym razem w wycieczce po pogórzu towarzyszyła nam także Bakarka – kuzynka Trampka i Papaja. No i oczywiście nieustraszona Mama Gosia znana jako „Es Ti” 🙂

Gdy zachodziło słońce, las stawał się ponury i majestatyczny…

Po półgodzinnym marszu spośród drzew wyłoniła się niewielka polana. A naszym oczom ukazały się najprawdziwsze skarby…

Po prawej stronie mieści się murowana kapliczka wraz z cudownym źródełkiem. Każdy może wejść do środka i zaczerpnąć uzdrowicielskiej wody.

Wnętrze kapliczki kryje wiele sakralnych skarbów, w większości tych pozostawionych przez pielgrzymów. Obok kapliczki znajduje się zaś studzienka, do której odprowadzono nadmiar wody.

Naprzeciw kapliczki zbudowano niewielką, urokliwą cerkiewkę greckokatolicką pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Postawiono ją w miejscu dawnej drewnianej cerkwi, którą rozebrano po II wojnie światowej. Po wojnie rozebrano także kapliczkę i przez długie lata Miejsce Kultu Maryjnego na Zjawlinni przestało praktycznie istnieć. Dopiero w 1995 roku budowle odbudowano i uroczyście poświęcono. Zjawlinnia na nowo odżyła i znów zaczęła przyciągać grekokatolickich pielgrzymów.

Z dawnej cerkwi pozostał jedynie metalowy krzyż z 1859 roku. Postawiono go obok nowej budowli. Przed cerkwią mieści się także tajemniczy kamień – podobno to dawny ołtarz bądź chrzcielnica. A może to jest ten cudowny kamień, na którym przed wiekami objawiła się Matka Boża? Jak się tego dowiem (a czekam na odpowiedź z trzech źródeł), to na pewno tutaj dopiszę 🙂 Obok kapliczki, pod drzewami znajdują się setki drewnianych krzyży. Jedne wetknięte są w ziemię, inne podparte o drzewa. Przynieśli je ze sobą pielgrzymujący. Zapewne krzyży przybywa tam co roku…

Warto pamiętać, iż na Zjawlinnię co roku w dniu 15 sierpnia odbywa się odpustowa pielgrzymka. W tym jedynym dniu w roku w cerkiewce odprawiane jest nabożeństwo.

My byliśmy na Zjawlinni w innych dniach i po drodze nie spotkaliśmy żywej duszy. A dziś można tam podobno spotkać niedźwiedzia, czy nawet niedźwiedzicę z małym, której ślady widziano w zeszłym miesiącu w lesie między Kormanicami, a Rokszycami. A przecież każdy wie, że niedźwiadki uwielbiają przebywać przy takich leśnych źródełkach. Lepiej więc zaczekać do sierpnia i wtedy wybrać się na Zjawlinnię wraz z pielgrzymami zmierzającymi tam na odpust. I przy okazji zwiedzić cerkiewkę, która poza dniem odpustu jest zamknięta.

Kierując się na zachód, w stronę góry Szybenica można podobno dotrzeć do wsi Koniusza. Chcieliśmy to sprawdzić, więc ruszyliśmy w drogę biegnącą za kapliczką. Niestety, słońce było już coraz niżej i musieliśmy zrezygnować z dalszej leśnej wędrówki. Wróciliśmy z powrotem szlakiem drogi krzyżowej…

Podsumowując… Droga na Zjawlinnię idealnie nadaje się na niedzielną, kilkugodzinną spokojną wędrówkę. Jest to miejsce magiczne, które sprzyja wyciszeniu, rozmyśleniom, modlitwie… Sama się dziwię, że wcześniej nigdy o Zjawlinni nie słyszałam, choć po Pogórzu Przemyskim wędruję i jeżdżę rowerem odkąd pamiętam… Las, w którym poprowadzono drogę na Zjawlinnię, ma dziewiczy, nienaruszony charakter i nadzwyczaj czarujący zapach. No i Łysa Góra wcale nie jest łysa. Ale zapewne kiedyś łysa była, bo przecież skądś musiała się wziąć ta nazwa…  A, i jeszcze jedno, na Zjawlinni jest wyjątkowo chłodno – nawet w upalny dzień. Lepiej zaopatrzyć się w dodatkową bluzę.

Kto wie, jakie jeszcze skarby kryją pogórzańskie lasy…?

Udostępnij na:
  1. Grey 8 sierpnia 2017 o 01:56

    Na Pogórzu szlaki masakrycznie oznakowane..i o drogi mało kto dba :)..aby tylko traktorem dało się wjechać..

    Odpowiedz
  2. Dorota 9 sierpnia 2017 o 21:38

    Również lubię wędrować po Pogórzu Przemyskim, ale o tej górze nigdy nie słyszałam. Zaznaczam na mojej mapie miejsc, które muszę odwiedzić. Dzięki za ten wpis. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Maria z Pogórza Przemyskiego 16 sierpnia 2017 o 15:58

    Witaj, Agnieszko.
    No i będę musiała jeszcze raz wybrać się na Zjawlinie, bo nigdy nie spotkałam tej kapliczki i starego cmentarza, może wybrałam nie tę drogę, może liście ją przysłoniły:-)
    Przyznaję, bardzo urokliwe miejsce, zabieram tam zawsze naszych znajomych, i nawet rajd pttk-owski tamtędy szedł.
    Można wyjść drogą przed Koniuszą, tam gdzie skład drzewa, odbijając na samej górze lekko w lewo, przechodzi się przez łączkę, a stamtąd już idą wyraźne leśne drogi do głównej.
    Masz rację, tam las jak pierwotny, tajemniczy, i trochę straszny, i chce się tam wracać.
    Pozdrawiam serdecznie Miłośników Pogórza.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *