Legendy

Śladami Andrzeja Maksymiliana Fredry… Zamek we Fredropolu.

„Był rześki, jesienny poranek. Słońce powoli wyłaniało się zza horyzontu, wciąż jeszcze ukrytego gdzieś za gęstą, poranną mgłą. Wszyscy mieszkańcy zamku pogrążeni byli we śnie. Jedynie Fredro krzątał się po zamkowym dziedzińcu, a wraz z nim jego wierny czarnoskóry sługa o imieniu Jakub.

– Cóż za paskudna mgła! Może jednak wyruszyć z tobą, waćpanie? Wszakże nie powinieneś sam w tak mglisty ranek kręcić się po dzikiej puszczy… – przekonywał arystokratę poczciwy starzec, przygotowując konia swego pana do wyprawy.

– Wybacz Jakubie, lecz samotność dziś mą towarzyszką będzie. A nuż natchnienie na swej drodze napotkam… Nim dotrę do potoku, mgła opadnie. Wrócę zaś, zanim zajdzie słońce. Ty tymczasem, mój drogi gospodarzu, dbaj dobrze o zamek. Całe swe włości zostawiam w twych rękach. Bądź zdrów, Jakubie!

I wyruszył Fredro wąską ścieżką na południe spod bram swego zamczyska…”

(fragment legendy o niezwykłym polowaniu Fredry, uwieńczonym założeniem Kalwarii Pacławskiej. A. O.)

Dziś po okazałym bastionowym zamku we Fredropolu pozostały jedynie osypujące się resztki południowo-zachodniej baszty i ruiny dawnego zachodniego skrzydła budynku…

Ruiny ukryte są wśród wysokich traw, krzewów i prastarych drzew. Aby do nich dotrzeć, jadąc z Przemyśla do Fredropola, po około 300 m od minięcia tablicy wjazdowej do wsi należy skręcić w lewą, wąską drogę asfaltową znajdującą się dokładnie po przeciwnej stronie drewnianej cerkwi greckokatolickiej. Następnie, po niecałych 500 m droga zaprowadzi Was wprost pod bramę wjazdową prowadzącą na teren ruin zamku.

A konkretniej pod zamkniętą na kłódkę bramę, ponieważ obecnie cały teren wraz z ruinami należy do prywatnej osoby. Spora dziura w ogrodzeniu świadczy jednak, iż zabytek ten mimo wszystko bywa odwiedzany przez turystów. My nie musieliśmy się przeciskać przez siatkę, bo znaleźliśmy dogodniejsze miejsce do „wtargnięcia” na teren ruin (tylko trzeba było kawałek podejść drogą ciągnącą się wzdłuż ogrodzenia po prawej stronie…).

Co ciekawe, aktualnie w Internecie na popularnym serwisie nieruchomości zamieszczono ogłoszenie dotyczące sprzedaży ruin zamku wraz z otaczającą go ogromną działką (link do ogłoszenia).

Uwierzcie, gdybyśmy mieli takie pieniądze, bez wątpienia skusilibyśmy się na zakup tej wyjątkowej nieruchomości. Byliśmy tam kilka razy, z czego raz w porze wieczorowej, gdy wokół panowała nieskazitelna cisza. Nieziemski spokój otulał każdy centymetr naszych ciał. Mieliśmy wrażenie, że czas się tam zatrzymał. A my wraz z nim… Zakochaliśmy się w tym miejscu na zabój…

Kiedyś zamek był własnością rodziny Fredrów herbu Bończa (jednego z najbardziej znanych rodów ziemi przemyskiej). Zbudował go któryś z braci Fredro – Jan lub Andrzej (do dziś nie wiadomo który) w II połowie XVI wieku.

W XVII wieku zamek przejął Andrzej Maksymilian Fredro – wybitny i ceniony w całej Europie pisarz, a także szanowany polityk Rzeczypospolitej szlacheckiej. Znany ze swej lojalności wobec państwa i wobec króla. Na stałe wpisany w karty historii Przemyśla. To właśnie jemu powierzono zadanie ufortyfikowania miasta po potopie szwedzkim. I to on z własnych pieniędzy odbudował zniszczony klasztor o.o Reformatów w Przemyślu (gdzie kilkadziesiąt lat później został pochowany).

Bardzo ciekawy artykuł na temat działalności i życia Fredry można znaleźć w miesięczniku  „Nasz Przemyśl” w numerze 1(4) – styczeń 2005 roku (bezpośredni link do artykułu).

Teren wokół zamku jest dobrze uporządkowany. Zauważyliśmy też, że w sporej części jest regularnie koszony.

Za to ruiny zamku znajdują się w bardzo kiepskim stanie. Jeżeli nikt się nimi nie zajmie, to kto wie, jak długo zachowają one jeszcze swój aktualny kształt.

A wnętrza prezentują się jeszcze gorzej…

I lepiej tam nie wchodzić.

Dookoła zamku można za to podziwiać okazałą przyrodę. W miejscu dawnych ziemnych umocnień wyrosły potężne drzewa. W pobliżu ruin zamku znajdują się także budynki gospodarcze. Ale one zostały wybudowane w mniej odległych czasach (podobno przed wybuchem I wojny światowej).

Tuż przy bramie wjazdowej znajduje się zabytkowa murowana kapliczka z figurką św. Jana Nepomucena,  którą bocian obrał sobie za dom.

Kapliczka pochodzi podobno z 1743 roku.

Podczas zwiedzania ruin zamku, postanowiliśmy także poszukać ukrytego tam „skarbu” (w ramach zabawy Geocaching). 🙂 Po dosyć długich poszukiwaniach i przeszukiwaniach gęstych chaszczy udało się odnaleźć małą skrytkę. 

Gdy wracaliśmy, naszą uwagę przykuły jeszcze gigantyczne Barszcze Sosnowskiego, rosnące przy drodze prowadzącej z Fredropola do Przemyśla. Na Pogórzu Przemyskim powoli zaczyna być ich plaga.

 

Trzeba uważać, zwłaszcza w upalne i wilgotne dni…

Trzymajcie się ciepło!

Udostępnij na:
  1. Maria z Pogórza Przemyskiego 11 grudnia 2017 o 13:35

    Już dawno zafrapowała mnie ta legenda o staroście Andrzeju, o jeleniu ze złotym krzyżem między porożem … piękna: i wydaje mi się, że mógł zobaczyć takiego jelenia o świecącym porożu, bo sama kiedyś uległam złudzeniu, kiedy stadko jeleni pojawiło się na sąsiednim obejściu; przewodnik stada cały czas nasłuchiwał, pilnował, nie spuszczał wzroku z naszej chatki, a poroże dosłownie świeciło, wyszlifowane chyba o gałęzie drzew, krzaków; zrobiłam dyskretnie zza okna kilka zdjęć, i rzeczywiście wyróżniał się ten zwierz wśród innych; lubię Fredropol bardzo; pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *