Legendy

Krótki zimowy spacer po Krasiczynie – po drugiej stronie parku.

Słynny Krasiczyn. Dziś malownicza wieś nad Sanem, niegdyś gwarne miasteczko i siedziba magnackich rodów. Znany przede wszystkim z okazałego zamku (nazywanego perłą polskiego renesansu) i otaczającego go romantycznego parku, licznie odwiedzanego zwłaszcza przez zakochanych.

Niestety, mało kto wychodzi poza bramy parku. Mało kto wie, że na zachód od zamku mieścił się niegdyś krasiczyński rynek, którego fragmenty można oglądać do dziś, zaś na wschód od zespołu zamkowego, po drugiej stronie szosy (Przemyśl – Sanok) stoi budynek słynnego krasiczyńskiego browaru, w którym przez lata produkowano cenione w całej Polsce piwo… Zapraszam na krótką wycieczkę po Krasiczynie, jakiego nie znacie.

Ruszamy spod zabytkowego kościoła św. Marcina, mieszczącego się na północ od zamku.

Budowę kościoła rozpoczęto jeszcze za czasów Zygmunta III Wazy, w 1630 roku. Ukończono ponad 100 lat później. Wcześniej funkcję kościoła parafialnego pełniła zamkowa kaplica.

Po ukończeniu budowy kościoła, obok wybudowano murowaną dzwonnicę.

Wewnątrz kościoła znajduje się piękna zabytkowa chrzcielnica, przy której ochrzczony został późniejszy metropolita krakowski kardynał Adam Stefan Sapieha.

A za murami, naprzeciw kościoła mieści się plebania.

To właśnie tutaj narodził się pomysł nakręcenia słynnego serialu telewizyjnego „Plebania”. Inspiracją dla głównego bohatera serialu (i jednocześnie głównym konsultantem scenarzystów!) był zasłużony dla krasiczyńskiej parafii wieloletni proboszcz ks. Stanisław Bartmiński.

Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Parafii św. Marcina w Krasiczynie.

Mijamy kościół i idziemy dalej. Wchodzimy w wąską uliczkę za kościołem (ul. Kościelna), prowadzącą cały czas wzdłuż ogrodzenia parku.  

Za bramą okazale widać zamek od strony północnej wraz z Basztą Papieską i fragmentem Wieży Zegarowej.

Trzymając się cały czas ul. Kościelnej…

…docieramy wprost na krasiczyński rynek.

Dokładnie tak. Na tym prostokątnym placu za studnią dawniej znajdował się rynek, dziś służący już tylko za pole uprawne.

Tak naprawdę po rynku pozostała jedynie ta zabytkowa studnia, która od zawsze pełniła funkcję studni publicznej. Czerpali z niej wodę wszyscy mieszkańcy domów przylegających do rynku. 

Kto by pomyślał, że kiedyś na krasiczyńskim rynku stał nawet ratusz! Regularnie odbywały się tutaj targi. Handlowano zbożem, drobiem, ziemniakami, nabiałem… W rynku przesiadywali też rzemieślnicy, którzy sprzedawali własne wyroby. Odbywały się tutaj także jarmarki konne. To wokół rynku skupiała się główna drewniana zabudowa miasta. Tak wyglądało to na mapie w XVIII wieku.

Mapa pochodzi z niewielkiego, lecz niezwykle cennego przewodnika autorstwa Stanisława Krycińskiego – „Krasiczyn. Widoki zamku w XVI, XVII i XX w.”, w którym można również znaleźć rysunki krasiczyńskiego zamku z różnych okresów oraz bogaty opis historii miasta i zamku.

Rynek połączony był z zamkiem mostem, wpierw zwodzonym, później kamiennym. Dziś z tej zachodniej bramy nie korzysta się już wcale.

Podobno w pewnym okresie zabudowa miasta była tak zwarta, że podczas ulewy można było przejść pod dachami domów aż spod kościoła do rynku bez kropli deszczu na czole.

Prawdopodobnie krasiczyński rynek był czynny do wybuchu I wojny światowej. Miasteczko ulokowano jednak zbyt blisko Sanu. Regularnie nawiedzała je powódź. W dodatku koryto Sanu przesunęło się niemal pod sam rynek! Mieszkańcy zaczęli przenosić się na wschód i na północ od zamku. Na początku XX wieku Krasiczyn utracił prawa miejskie, stając się wsią o mocno rozproszonej zabudowie. Tak zostało do dziś.

W miejscu, gdzie niegdyś tętniło życie miasta, uprawiana jest dziś ziemia. Po zachodniej stronie zamku pozostało niewiele zabudowań, zwłaszcza tych pochodzących z czasów praw miejskich Krasiczyna.

O dawnym życiu mieszkańców Krasiczyna niezwykle ciekawie opowiada Bronisława Mazuryk w publikacji pt. „Ocalmy od zapomnienia. Obrazki z przedwojennych i wojennych dziejów Krasiczyna i wspomnienia innych osób” (Wydawnictwo „Wieści Krasiczyńskie”). Oto fragment:

„Mieszkańcy Krasiczyna posiadali prawa miejskie (mieszczan) i pieczołowicie ich strzegli. W stosunkach między ludzkich używano zwrotów „pani”, „pan”, do młodej niezamężnej kobiety „panno”. Ta forma przetrwała do dziś z wyjątkiem „panny”. Mężczyźni nosili specjalnie szyte ubrania – fraki, jednakowy krój i wystrój, oraz oryginalne kapelusze (podobne do cylindrów, ale z okrągłym denkiem). Tak ubrani chodzili na nabożeństwa do kościoła, oraz uczestniczyli w różnych uroczystościach: państwowych i lokalnych. Kobiet jednolite stroje nie obowiązywały.

Krasiczyn nigdy nie posiadał tradycji rolniczych. Jego mieszkańcy to przeważnie rzemieślnicy: stolarze, szewcy, rymarze, cieśle, rybacy, rzeźnicy, tkacze, murarze, bednarze albo pracownicy browaru, zamku, folwarku i cegielni (…).  Jak już wspomniałam w Krasiczynie nigdy nie było większych gospodarstw rolnych. Mieszkańcy posiadali niewielkie areały ziemi (a byli i tacy co jej nie posiadali wcale). Na posiadanych zagonach uprawiali: ziemniaki, kukurydzę, warzywa, czasami nieco zbóż. Hodowali po jednej lub dwie krowy, albo kozy, po kilka kur, królików czy gęsi. Uzyskiwane plony służyły do zaopatrywania własnych rodzin w żywność, rzadko kiedy na sprzedaż. Pomimo tak wspaniale rozwiniętego rzemiosła rękodzielniczego, oraz zaopatrzenia w żywność z własnych gospodarstw przydomowych ogólnie w Krasiczynie panowała bieda tzw. „Bieda galicyjska”.

Były miesiące tłuste, kiedy rzemieślnicy mieli bardzo dużo pracy, zarobki były dobre i wiodło się nie najgorzej, ale były i chude, kiedy do warsztatu nie zaglądał na wet przysłowiowy „pies z kulawą nogą”. Rybakom zamarzł San i nie mogli wypłynąć na połowy ryb. Powódź, lub gradobicie zniszczyły plony na uprawianych gruntach (powodzie były o wiele częstsze niż dziś). Jeszcze do tego wszystkiego muszę do dać, że praca rzemieślników była bardzo marnie wynagradzana. Tak miejscowi ludzie jak i społeczeństwo okolicznych wsi było biedne…”.

A mniej więcej w połowie ul. Kościelnej znajduje się wąska dróżka, w którą odbija szlak niebieski. Szlak prowadzi wpierw przez dawne ogrody miejskie, później cały czas przez łąki, wzdłuż Sanu… aż do samego Krzeczkowskiego Muru. Zachęcającą relację z wyprawy szlakiem niebieskim z Krasiczyna do wsi Krzeczkowa zamieściła na swoim blogu Pani Maria.  Gorąco polecam!

Drugą część spaceru po tym mniej znanym Krasiczynie zamieszczę już niebawem na KlawiaturzeZamiastPióra. Trzymajcie się cieplutko w ten zimowy czas!

 

Udostępnij na:
  1. Ela 6 lutego 2018 o 14:47

    Rodzinna wieś mojej mamy, moje piękne wakacje kiedy byłam dzieckiem. Gorąco polecam.

    Odpowiedz
  2. Maria z Pogórza Przemyskiego 9 lutego 2018 o 04:26

    Oj! Agnieszko, Ty to potrafisz z każdego miejsca wycisnąć ciekawostki:-)
    Bo po prawdzie to tylko krasiczyński zamek zawłaszczył sobie całą uwagę zwiedzających, czytałam też o ścieżce przyrodniczej nad Krasiczynem; zaczytałam się, jak zwykle, z wielkim zainteresowaniem, taką dbałość o słowo rzadko można spotkać; pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *